4. W tym czasie przygotuj farsz. Ziemniaki i bryndzę przeciśnij przez praskę do ziemniaków, wymieszaj razem. 5. Cebulę pokrój w kostkę, wrzuć na zimną patelnię i zalej olejem do całkowitego przykrycia. Włącz palnik i podgrzewaj cebulę na małym ogniu aż się karmelizuje (potrwa to kilka minut).
Władysław Pobóg-Malinowski pisał, że marszałek „na kilka tygodni przed upadkiem Grabskiego wezwał do Sulejówka prof. Bartla, uprzedzając, że jego właśnie przewiduje na premiera, i polecając mu wyzyskać tych kilka miesięcy na przygotowanie się do oczekującej go roli”. Andrzej Garlicki podaje, że od połowy 1924 w otoczeniu
Ciasto na pierogi z jagodami. 0,5 kg mąki ( typ 450 -480) płaska łyżeczka soli. szklanka ( 250 ml) gorącej wody. mąka do podsypywania. Ciasto na pierogi. Na początek mała ciekawostka. Jeśli ktoś uważa, że pierogi to POLSKI wynalazek, nic bardziej mylnego. Pierogi jak większość na naszym świecie pochodzą z Chin.
Sumerowie. Sumerowie ( sum. 𒊕𒈪, saĝ-ĝi6-ga, tłum. „czarnogłowi” [1]) – starożytny lud nieznanego pochodzenia [2], który pod koniec IV tysiąclecia p.n.e. stworzył cywilizację w południowej Mezopotamii – Sumer. Posługiwali się językiem sumeryjskim i pismem klinowym. Na początku II tysiąclecia p.n.e. Sumerowie zostali
Na początku sierpnia na lotnisku Lewandówka stacjonowały eskadry III dywizjonu lotniczego mjr. Faunt le Roya. Były to 5. i 6. eskadry wywiadowcze, 7. i 15. eskadry myśliwskie. W składzie dywizjonu znajdował się też III ruchomy park lotniczy. 10 sierpnia 1 Armia Konna Siemiona Budionnego skierowana została w kierunku Lwowa.
Dobrym rozwiązaniem jest też użycie masła klarowanego. To dobrze znosi nawet wysokie temperatury. Pierogi przeznaczone do smażenia trzeba najpierw ugotować. Po wyjęciu z wody należy je ułożyć na talerzu, tak by się nie stykały i wystudzić. Talerz można wcześniej posmarować olejem, by pierogi do niego nie przywarły.
Pierogi gotujemy w osolonej, wrzącej wodzie przez około 2-3 minuty od wypłynięcia ich na powierzchnię. Ugotowane pierogi wyjmujemy łyżką cedzakową, wkładamy do miski z zimną wodą, odcedzamy na sitku i przekładamy na talerz.
1. Umijesite tijesto od brašna, vode, soli i žlice ulja. Razvaljajte ga, ostavite da malo odstoji pa čašom ili spravom za školjkice izrežite krugove. 2. Fila od mesa: Na maslacu propržite luk i češnjak dok ne postanu staklasti, zatim dodajte mljeveno meso. Začinite ga soli i paprom i dinstajte dok ne postane zrnato.
Jak ugotować pierogi, żeby były pyszne, należy przyjąć, że czas ugotowania pierogów liczony jest dopiero od momentu wypłynięcia ich na powierzchnię. Ile czasu gotować pierogi, jak dopiero co wypłynęły z wody? Gdy pierogi już wypłynął, na wolnym ogniu gotujemy je od 2-5 minut w zależności od wielkości.
Podobno na początku lat 70. ub. wieku owym problemem zajęły się… ówczesne władze i z jadłospisów barów mlecznych w Legnicy zniknęły pierogi ruskie, a na ich miejsce pojawiły się pierogi legnickie (ponoć żeby uzasadnić ową nazwę, dodawano do nich zamiast sera białego – ser żółty). A zatem wszystko jasne.
khdAT. Pierogi z kaszą gryczaną i twarogiem Na świątecznym stole nie może zabraknąć pierogów. Oczywiście tych domowych, własnoręcznie ulepionych. Nie znam osoby, której żmudne lepienie pierogów sprawiałoby frajdę. O ile przygotowanie ciasta i farszu zajmuje stosunkowo niewiele czasu, to sklejanie potrafi ciągnąć się w nieskończoność. Tym bardziej, gdy za stołem ma zasiąść kilkanaście osób, a każda z nich jest miłośnikiem tej tradycyjnej polskiej potrawy. Do lepienia pierogów najlepiej zachęcić także pozostałych domowników. Wówczas pracuje się nie tylko szybciej, ale i o wiele milej. Na święta najczęściej robię pierogi z kapustą i grzybami. To absolutny klasyk, który ma wielu wielbicieli. Sama za połączeniem kiszonej kapusty i leśnych grzybów wręcz przepadam. Dziś jednak śpieszę do Was z przepisem na troszkę inny świąteczny farsz do pierogów. Niezbyt popularny, ale równie ciekawy. Biały ser i kasza gryczana to dla wielu osób zestawienie dość intrygujące. Mam wrażenie, że ten farsz jest mało znany, choć to zapewne kwestia regionu, z którego pochodzimy. Takie pierogi najlepiej serwować z dodatkiem kwaśnej śmietany lub z omastą z cebulki i/lub skwarków z boczku (w Wigilię bez tego ostatniego, chyba że dopuszczacie spożywanie w ten dzień produktów mięsnych). Na drugi dzień najlepiej smakują odsmażone na patelni. Serdecznie polecam ten przepis, szczególnie tym, którzy jeszcze nie mieli okazji próbować pierogów nadzianych w taki sposób. PIEROGI Z KASZĄ GRYCZANĄ I TWAROGIEM Składniki (na około 30-35 sztuk): ciasto na pierogi: 2 szklanki mąki, 1 niepełna łyżeczka soli, 3/4 szklanki gorącej wody, 1 łyżka oliwy lub stopionego masła farsz z kaszy gryczanej i twarogu: pół szklanki palonej kaszy gryczanej (suche ziarno), 250 g twarogu w kostce, 2 cebule, sól i świeżo zmielony pieprz do smaku, 2-3 łyżki kwaśnej śmietany Przygotowujemy farsz z kaszy gryczanej i sera: kaszę gotujemy w osolonej wodzie na sypko (ja przed gotowaniem podprażam ją w suchym rondlu). Studzimy. Twaróg rozgniatamy dokładnie widelcem. Cebule siekamy w kosteczkę, podsmażamy na oleju i dodajemy do kaszy. Do ostudzonej kaszy gryczanej i cebuli dodajemy twaróg, śmietanę, mieszamy. Całość doprawiamy solą i pieprzem, ponownie mieszamy. Spróbujcie farszu, czy jest dobrze doprawiony. Przygotowujemy ciasto na pierogi: mąkę przesiewamy do miski. Dodajemy sól, mieszamy. Wlewamy gorącą wodę z oliwą/masłem, mieszamy szybko łyżką a następnie wyrabiamy dłonią ciasto. Należy je wyrabiać przez kilka minut, aż będzie miękkie i elastyczne. Jeśli w misce pozostał nadmiar mąki, odsypujemy ją do kosza. Przykładamy ciasto do miseczki, przykrywamy i odstawiamy na 30-45 minut. Po tym czasie ciasto cienko wałkujemy na blacie lekko wysypanym mąką (podsypujemy spód i wierzch ciasta, aby nie przyklejał nam się do wałka). Szklanką wycinamy kołka, na środku układamy łyżeczkę farszu a następnie sklejamy brzegi. W dużym garnku zagotowujemy wodę z odrobiną soli. Pierogi wrzucamy na wrzątek i gotujemy przez około 2,5 minuty od wypłynięcia. Wyławiamy je łyżką cedzakową i odkładamy na talerz. Należy pamiętać, by nie gotować zbyt wieku pierogów na raz. Najlepiej gotowanie rozłożyć na 2-3 partie. Pierogi nakładamy na talerze. Okraszamy zrumienioną cebulką lub skwarkami z boczku (albo i tym i tym), ewentualnie podajemy z kwaśną śmietaną. Pierogi możecie też następnego dnia odsmażyć na patelni. Pierogi z kaszą gryczaną i twarogiem Pierogi z kaszą gryczaną i twarogiem Czas przygotowania: 1 godzina.
„Premiery” na Scenie Pierogowej we Wrocławiu są smakowite i pełne kolorów. W „repertuarze”, czyli menu, znajdziemy pierogi w barwach piłkarskiego Śląska, tęczowe – dla dzieci i pomarańczowe z dynią. Główną rolę ostatnio grał Pieróg Borówka, a Tuńczyk wystąpił w oskarowej roli. „Reżyserką" tych kulinarnych spektakli jest 30-letnia Jagoda Rall, z zawodu aktorka, która w pandemii zadebiutowała w gastro. Jagoda Rall pochodzi z Tarnowa, skończyła Szkołę Aktorską Machulskich w Warszawie, występowała w spektaklach w całej Polsce, a ostatnio osiadła we Wrocławiu. W 2019 zdała eksternistyczny egzamin aktorski, ale pandemia pokrzyżowała jej plany – nie było pracy w teatrze. Jagoda się nie poddała i otworzyła własną Scenę Pierogową. Bo kocha gotować. No i ma certyfikat od babci historia to według mnie świetny pomysł na film. Czasy są trudne, młoda aktorka nie może znaleźć pracy w teatrze podczas pandemii i otwiera własnego food trucka – Scenę Pierogową. Jej kolorowe pierogi, które „grają” tu główne role, robią furorę wśród mieszkańców...Podrzuciłaś mi świetny pomysł na scenariusz! W ubiegłym roku zrobiłam spektakl pandemiczny „Cztery pokoje na opak wywrócone”, w ramach konkursu organizowanego przez Teatr Szekspirowski w Gdańsku. Opowiadam w nim, co mnie spotkało, jak się to moje życie wywróciło do góry nogami. To może teraz dopiszę ciąg dalszy, historię „randomowej” artystki, która próbuje się realizować artystycznie również w gastro. Twój pandemiczny spektakl można zobaczyć na YouTube. Co ciekawe, jest w nim wiele kulinarnych odniesień i Ty – „królowa pierogów”. „Lepię się na nowo każdego dnia” – bo ja kocham gotować!Jagoda i jej food truck archiwum prywatne Jagody RallPomysł na otwarcie Sceny Pierogowej pojawił się w ubiegłym roku, kiedy sama nie mogłaś znaleźć pracy w zawodzie. Jak to się zaczęło?Mój food truck zaparkował na Jagodnie przy Buforowej we Wrocławiu w lutym 2021. Ale sam pomysł pojawił się wcześniej. Najpierw pytałam znajomych, czy to jest dobry kierunek. Potem sama zatrudniłam się w food trucku u przyjaciół, żeby zobaczyć, z czym to się je, czy ja to w ogóle dźwignę. Kiedyś przyniosłam im swoje pierogi z kapustą na słodko do spróbowania. Tutaj we Wrocławiu się takich nie robi, a w moich rodzinnych stronach, w Małopolsce – tak. Przyjaciółka się nimi zachwyciła i to ona podsunęła mi pomysł, żeby zacząć przygodę z pierogami. Kiedy podczas ubiegłorocznej Wigilii moja babcia Dana powiedziała, zajadając się moimi „dziełami”: „Przebiłaś mnie!”, zrozumiałam, że czas otworzyć Scenę Musiał otworzył klubokawiarnię. Zobacz najciekawsze restauracje gwiazd Pastaman Mateo Zielonka makaronem podbija światowe restauracjeDostałaś od babci pierogowy certyfikat. (śmiech)Tak! Babcia po raz pierwszy spróbowała np. pierogów z kiszoną kapustą i grzybami. U nas w domu, w Tarnowie, się takich nie robiło. Babcia była zachwycona. Zresztą wszystkie moje pierogi jej Pierogowa/FacebookSerwujesz teraz pierogi w różnych barwach. Ale czy początki w tej branży też były takie kolorowe?Powiem ci, że tak. Może to kwestia mojego charakteru. Tak bardzo od początku w to uwierzyłam, tak bardzo to pokochałam, włożyłam w to serce, że te pierwsze dni i miesiące w gastro były super. Zresztą nadal się to utrzymuje. Chociaż pojawiają się oczywiście czasem sygnały, że coś się komuś nie podoba. Mamy już teraz dwie Sceny – w lokalu przy Grabiszyńskiej we Wrocławiu i w food trucku przy Buforowej, jest coraz więcej klientów, są też gusta i guściki. W tej branży nie da się wszystkich zadowolić. Poza tym, jeżeli chodzi o pierogi, to każdy wyniósł z domu jakiś charakterystyczny, ulubiony smak. Komuś może się np. nie podobać, że moje pierogi są w kolorach tęczy albo czarne. Zamysł Sceny był taki, żeby podczas pandemii wyjść z tej całej, trudnej sytuacji obronną ręką, żeby nie siedzieć w domu i się nie zamartwiać: „Zagram jutro, czy nie zagram?”, „Zamkną nas, czy nie?”. I to się udało! Bo cały czas „gram”, tylko na innej food truck też jest swego rodzaju teatrem. Tak, to Scena Pierogowa, mamy daszek jak w kasie biletowej w teatrze, na paragonach fiskalnych napis "ticket", a w menu pierwszy, drugi i trzeci akt. Poza tym są role główne (obecnie Pieróg Borówka), oskarowe (Pieróg Tuńczyk) i występy gościnne (Jabłuszko). Z tyłu food trucka jest natomiast napis „garderoba”, żebym pamiętała, skąd wyszłam i dokąd chcę wrócić. Bo nie zamierzam porzucać co było dla Ciebie na początku trudne w branży gastro? W końcu jesteś dyplomowaną aktorką a nie były te wszystkie formalności związane z zakładaniem spółki, zatrudnieniem ludzi, współpracą z innymi... Jestem indywidualistką i wcześniej często pracowałam sama, jeździłam po Polsce z monodramami, sama reżyserowałam, pisałam scenariusze, a tu nagle taki przeskok – musisz współdziałać, współtworzyć, dzielić się. Ta mentalna zmiana była dla mnie trudna, to, że sukces ma teraz kilka imion, nie tylko moje. Na inne problemy, które się pojawiają, patrzę raczej jak na wyzwania. Chociaż przyznaję, że jak w internecie wpadła pierwsza negatywna opinia od klienta, to była wielka rozpacz. Podłamałaś się, że komuś nie smakowało?Tak, tu wyszła moja artystyczna natura, egzaltacja. Pojawiły się łzy. Znajomi mi tłumaczyli, że to jest po prostu biznes i trzeba się do tego przyzwyczaić. Teraz już to wiem i do wszystkich trudności podchodzę jak do wyzwań. Klienci są po prostu różni. Jako aktorka byłam przyzwyczajona do tego, że jak wychodzę na scenę, to moje spektakle się podobają, są gromkie brawa. A na Scenie Pierogowej różnie bywa. Rozdzielenie tych dwóch światów było dla mnie wyzwaniem. Musiałam to sobie jakiś klient powie, że jego babcia robi lepsze pierogi niż Ty, to bierzesz to do siebie?Staram się wyciągać z tego wnioski. Jak ktoś mi kiedyś zasugerował, że może ciasto jest za grube, to pojechałam do kuchni i razem z moimi dziewczynami-współpracowniczkami przetestowałyśmy cieńsze warianty. Nie uważam, że jestem wszechwiedząca i wszystko robię najlepiej. Już tak nie uważam (śmiech). Dążę do perfekcji, jestem czujna na sugestie innych, ale z drugiej strony też wiem, co robię i nie daję się zwariować. Gastronomia to nie jest łatwy kawałek chleba, szczególnie teraz, w pandemii. Nigdy nie miałaś takiego kryzysu – rzucam to wszystko i wracam na scenę!?Oczywiście, że miałam. Jest taki fajny filmik na Tik Toku, w którym dziewczyna pokazuje, jak wygląda prowadzenie własnej działalności. W pierwszej części jest hasło: „Załóż działalność, będziesz szczęśliwa!” W następnej pojawia się wściekłość, a ona mówi, że rzuca to wszystko, zrobi sobie dziecko, pójdzie na zasiłek. Z kolei w ostatniej odsłonie znów jest uśmiech i słowa: „Już mi przeszło”. Jestem kobietą, artystką i takie momenty oczywiście się zdarzają, szczególnie pod koniec miesiąca, kiedy jest masa faktur do podpisania, papierologii. Już udaje mi się rozdzielać te dwa światy: tu jestem bizneswoman twardo stąpającą po ziemi, a przed kamerą, bo zdarza mi się czasem coś zagrać np. w serialu, mogę sobie pozwolić na szaleństwo. I to jest niesamowite. Twoje pierogi to połączenie tradycyjnej kuchni, którą wyniosłaś z domu – od babci i prababci, z Twoją twórczą inwencją i szaleństwem. Prababcia, którą pamiętam z dzieciństwa jak przez mgłę, bo byłam mała, robiła pierogi z kwadratów. Była drobniutka. Pamiętam ją, jak w wąskiej kuchni w domu przy ul. Lelewela w Tarnowie rozwałkowuje na drewnianym stole cieniutkie ciasto i kroi w kwadraty, a potem lepi pierogi i nakłada farsz – do ruskich albo z kapustą. Natomiast babcia Dana to jest już prawdziwy koncert życzeń. Wciąż zresztą lepi pierogi dla całej rodziny: mój brat lubi z jabłkami, tata ruskie, ja mięsne... Przepisy babci są wielką tajemnicą (śmiech). Jak ją o to zapytasz, to ci powie, że dodaje trochę mąki, wody, masła, jajko i tyle. Ale żadnych proporcji i szczegółów. Babcia układa pierogi na stolnicy równiutko, w szeregu jak żołnierzyki. I podkreśla, że podczas lepienia nie można ich liczyć, bo to przynosi pecha. A Ty liczysz?Oczywiście, nie jestem przesądna (śmiech).To ile najwięcej ulepiłaś?Raz się pomyliłam o kilka kilo pierogów w zleceniu. Miałam ulepić 900 sztuk, czyli jakieś 30 kg, a zrobiłam tylko 20 kg. Miałam noc na ulepienie reszty, na szczęście pomógł mi chłopak i zdążyłam. To było pracochłonne. Innym razem założyłam się ze znajomą, która z nas ulepi więcej pierogów w godzinę i wyszło mi 187 sztuk. To monotonne zajęcie, ale relaksujące. Chociaż są pewnie lepsi i szybsi ode mnie. Twoje pierogi wyróżniają się kolorami. Masz nawet takie w barwach Śląska Wrocław – jedyne w swoim rodzaju!Jesteśmy solidarni z Wrocławiem. Mamy trzykolorowe pierogi WKS Śląsk (białe – ruskie, zielone – szpinak z fetą i czerwone – z mięsem), ale są też w barwach żużlowej Sparty Wrocław – żółte (w środku pieczarka z mascarpone) i czerwone. Kiedyś kolega powiedział do mnie: „Tak nie może być! Serwujesz pierogi WKS-u, a dla mnie nie zrobisz Sparty?” No to zrobiłam. Najcudowniejsze jest to, że ludzie zamawiają te „sportowe” zestawy! Kupili to moje rządzi na Scenie Pierogowej, to może Warto postawić food trucka podczas meczów koło stadionu? Albo przed Stadionem Olimpijskim podczas zmagań żużlowców?Napisaliśmy pięknego maila do rzecznika Śląska Wrocław z propozycją współpracy, niestety, na razie bez odpowiedzi. Byłoby super, jakby się udało sprzedawać pierogi w kolorach Śląska na meczach ligowych! Ja to Pierogowa/FacebookTe kolory to zasługa naturalnych barwników?Tak, to są wszystko wywary z warzyw, takich jak cebula, burak czy kapusta. Poza tym zioła, kurkuma, cynamon, czosnek niedźwiedzi... Kocham przyprawy, znajomi przywożą mi je z całego świata. No i uwielbiam czarne pierogi jak robisz?Ten kolor nadaje im atrament z mątwy. Fajnie, bo się sprawdza, robimy też pierogi z tuńczykiem. Wprowadzamy sezonowe produkty. Jesienią mamy np. pierogi z dyni, pomarańczowo-czarne, wegetariańskie. Tam jest dynia, pasta tahini, czosnek, chili i karmelizowana czerwona cebula. I to jest farsz, z którego jestem naprawdę dumna. Zależało mi na tym, że jak ugryziesz, to smak jest słodki, a potem pikantny. To wymyślanie pierogów ma wiele wspólnego z teatrem. Jak pisałam jakiś scenariusz, to z reguły, jak sobie coś wyobraziłam, to wiedziałam, jaki efekt końcowy chcę uzyskać. Tak samo mam z farszami. Najpierw testuję ja, potem moje dziewczyny z kuchni, znajomi, a później nasza „publiczność” też coś klienci podpowiedzą?Tak było na przykład z pierogami z mascarpone i pieczarkami. Jedna z klientek gdzieś coś podobnego jadła. Nie wiedziała, co tam jeszcze było w środku, ale zainspirowała mnie. I wymyśliłam własną wersję. Te pierogi mają zresztą niezłe ruskie pewnie rządzą?Tak, „Ruski” w białym cieście. Ale zachęcamy ludzi do eksperymentowania ze smakami. Dlatego można u nas zamówić np. dwa pierogi, jeśli ktoś chce tylko skosztować. Można też skomponować własny zestaw. A z mięsem jakie pierogi serwujecie?Przełamane, mięso z łopatki z dodatkiem mojej mieszanki orientalnych przypraw. To są autorskie przepisy. A zamiast klasycznej maggi używam naturalnego wywaru z lubczyku, chociaż maggi też mamy dla chętnych, jeśli ktoś lubi. Scena Pierogowa/FacebookNa Święta Bożego Narodzenia szykujesz już coś oryginalnego na Scenie Pierogowej?To będzie hit. Już mamy za sobą pierwszą degustację. Na pewno będą pierogi ze słodką kapustą, klasyczne z kiszoną kapustą i pieczarkami, ruskie, mięsne oraz uszka. A ze słodkich - pierogi z nadzieniem à la kutia z masą makową, daktylami i orzechami. To będzie petarda. Inne zrobimy z masą piernikową. Jak komponowałam ten smak, to wyobrażałam sobie, że siedzi rodzina przy stole podczas świąt, już najedzona rybami, barszczem, ciastami... I wtedy ktoś mówi: „Ale jeszcze jednego pierożka zmieszczę!” i sięga po tego z masą piernikową. Jest pyszny, masa się rozpływa... Obłęd!A Tobie osobiście te pierogi się jeszcze nie znudziły?Może trochę (śmiech). Dlatego ciągle wymyślam coś nowego. Poza tym jestem teraz na diecie keto, wysokotłuszczowej. I muszę unikać glutenu. Kocham za to serek mascarpone z masłem orzechowym i truskawkami. Tak się nagradzam po ciężkim dniu pracy. Jestem też makaroniarą. No i kocham devolaye. Jakby teraz pojawiła się jakaś ciekawa propozycja filmowa, serialowa czy teatralna, to rzuciłabyś Scenę Pierogową?Nie! Starałabym się to pogodzić. Bo mam bardzo fajnych ludzi wokół siebie, którzy ze mną współpracują. Aktorstwo to moja wielka miłość, podobnie jak kuchnia. Zresztą w pandemii wielu artystów z powodu braku pracy szukało innych zajęć. Moja koleżanka aktorka z Rzeszowa np. robi ściany z kwiatów i wynajmuje je na różne eventy, inna robi czapki, szyje szaliki. Jesteśmy prawda. Dziękuję za ofertyMateriały promocyjne partnera
Nie mam pojęcia, czy to był kiedyś u nas bestseller ani czy była to książka w Polsce popularna. Wydaje mi się, że na fali klimatów okołopotteriańskich powinna, ale sama nigdy o niej nie słyszałam, póki nie odkryłam jej kiedyś przypadkiem w internecie – nie pamiętam już, gdzie ani kto pisał o niej bardzo optymistycznie (ale była to chyba jakaś lista czegoś, znając mnie), ale zanotowałam sobie, że może by tak kiedyś przeczytać. I znalazłam ostatnio w bibliotece, to przyniosłam. Przeczytałam szybko, bo wydanie ma dość duże litery, więc mimo objętości lektura poszła sprawnie. Tylko że uczucia mam mieszane i powiem Wam: nie wiem, co sądzić. Pamiętacie może taki wpis o książkach i pisarzach, o których nie wiem, czy były dobre? Mogłabym tam teraz dopisać „Czarodziejów”. Może na początek, o co w ogóle chodzi. Brooklyński nastolatek Quentin Coldwater w tajemniczych okolicznościach znajduje się nagle w Brakebills, dziwnej magicznej szkole na północy stanu Nowy Jork i przystępuje do egzaminów wstępnych. Dostaje się, ale nie wie, czy to dobrze, czy źle. Marzył o tym, żeby okazało się, że jest stworzony do rzeczy wielkich, żeby znaleźć magiczną krainę w rodzaju Fillory z fantastycznej powieści dziecięcej, ale kiedy już ją znalazł, nadal nie jest zadowolony. Wiem, że to streszczenie brzmi dość dziwacznie, ale zdałam sobie sprawę, że trudno z tej książki wyciągnąć takie streszczenie, co wynika trochę z przyjętej narracji, a trochę z tego, co się w książce dzieje. Zdecydowanie jeśli ktoś szuka w niej klimatów potteriańskich, to się rozczaruje – i jak przejrzałam, jakie książka ma oceny w różnych serwisach, to zawód na tym tle dominował. Bo widzicie, punkt wyjścia jest podobny: nastolatek zagubiony w życiu trafia do magicznej szkoły. Ale Grossman zadaje sobie zupełnie inne pytanie – co by było, gdyby to był college? Co magia, poczucie, że można tak wiele, robi z człowiekiem? Jak funkcjonują dyplomowani czarodzieje? A co, gdyby dać bohaterom życie seksualne, pozwolić im pić alkohol i zażywać używki? A gdyby ci, którzy nie dostali zaproszenia, jednak byli na tyle uparci, żeby sami znaleźć magiczną szkołę? A gdyby magia była bardziej jak matematyka i językoznawstwo w dziwnym combo? To wszystko jest szalenie interesujące, choć miejscami, szczerze przyznam, odpowiedzi jakie daje autor zawodzą. Sam główny bohater, Quentin, jest typkiem potwornie antypatycznym, chociaż wcale taki być nie musiał – Grossman bowiem, opisując szkołę czarodziejów, stawia przed bohaterami warunek: to są zwykle najmądrzejsze dzieci w szkole, mają najlepsze oceny i tak dalej. Przybywają do Brakebills i okazuje się, że teraz nie będzie im łatwo błyszczeć, bo wszyscy są superzdolni. Tyle że Quentin to nie tylko bardzo zdolny nastolatek, ale okropny egoista, a wraz z upływem czasu wcale nie dorasta: kuriozalna scena zdrady i późniejszego oczekiwania na to, aż zdradzona dziewczyna go przeprosi, ponieważ po zdradzie z jego strony sama przespała się z kolegą, to tylko jeden z wątków, które stawiają zachowanie bohatera pod znakiem zapytania. Poza tym od połowy w książce zaczynają pojawiać się nieścisłości albo fakty nabierają nieoczekiwanie (chyba także dla autora) innych znaczeń. Przez pierwszą połowę książki zachodziłam w głowę, czemu Quentin tak pogardliwie traktuje rodziców, po czym dostałam informację, że to dlatego, że nie zwracali na niego uwagi – nie jest to ani osadzone w fabule, ani tego nie widzimy, ani o tym wcześniej nie wspomina. Nagle pojawia się ni stąd, ni zowąd wspomnienie o tym, że do Brakebills uczęszczają głównie dzieci z rodzin czarodziejów. Część wątków jest poprowadzona naprawdę mocno schematycznie – nie chodzi mi o to, że jakoś odwołuje się tu autor do tego, co znamy z innych książek o czarodziejach, ale do schematów wyższego rzędu. Widać to najbardziej tam, gdzie dotyka to bohaterów pierwszego planu: cały wątek Alice poprowadzony jest w bardzo przewidywalny sposób; szczerze mówiąc nie sądziłam, że wszystko zakończy się naprawdę w taki sposób, bo to trochę tak, jakby Jaś i Małgosia nie rzucali okruszków, żeby oznaczyć drogę, ale jakby ustawili jeden menhir na jej początku i drugi na końcu. Podobnie ma się rzecz z Eliotem – postacią, która na początku była tajemniczo intrygująca, a w ostatecznym rozrachunku została mocno zaniedbana gdzieś tak od połowy książki – i z Julią, która właściwie ma zaciekawić czytelnika, żeby sięgnął po następny tom („Czarodzieje” to tom pierwszy trylogii). Grossman czasami umie świetnie zbudować nastrój, zwłaszcza takiej melancholii, w jakiej głównie poruszają się nasi nieszczęśliwi i wiecznie niespełnieni adepci magii, ale od czasu do czasu pisze coś, co na prywatny użytek nazwałam „sceną WTF”. Mam wrażenie, że częściowo wynika to z tego, że chce nadbudować na tej melancholii większy dramat, pokazać jeszcze bardziej, że magia jest niezbadana, niebezpieczna i bywa psychotyczna tak samo jak jej użytkownicy (sceny między studentami podczas szkolenia na Antarktydzie) albo po to, żeby przerwać napięcie żarcikiem (serio, to nie jest zły pomysł – ale tutaj zdecydowanie zamiast wybuchu śmiechu miałam minę w rodzaju „ale że co?”, zwłaszcza w scenie bitwy). No dobrze, na razie narzekam, ale jednak powiedziałam, że nie mam przekonania, żeby to była zła książka. Co w niej mnie zatem urzekło? Zdecydowanie creepy klimat. Wspominałam, że ta magia u Grossmana to jest magia paskudna, sami jej użytkownicy nie wiedzą, skąd się wzięła. Nauczono się nią władać, ale nadal pozostaje pytanie, czym właściwie jest i jak może wpłynąć na człowieka. Sceny z potworem (który wygląda jak z obrazu Magritte’a, zresztą ładnie nawiązując też do narnijskiej nomenklatury) są naprawdę creepy i to jest to dobre słowo, żeby określić całą akcję. Z drugiej strony autor robi co może, żeby faktycznie Brakebills było równocześnie collegem, a nie szkołą średnią: przy czym bohaterowie jednak nie zawsze dorastają do tego, bo Grossman wyrywa ich dość wcześnie ze „zwykłego” życia i rzuca w świat magii, gdzie okazuje się, że mogą niemal wszystko (problem pojawia się wtedy, kiedy Grossman po połowie książki informuje nas, że to w większości dzieci czarodziejów, co taką strategię pisania stawia pod znakiem zapytania). Poza tym mamy w „Czarodziejach” retelling „Kronik Narnii”. Fillory, jak nazywa się tutejsza Narnia, to Narnia mroczniejsza, w punkcie wyjścia nie mająca zbyt wielu konotacji chrześcijańskich (choć religijne a i owszem), Narnia, w której nie można zamieszkać na stałe, bo do niczego dobrego to nie doprowadzi. Grossman z jednej strony testuje tu możliwość „co by było, gdybyś naprawdę mógł przenieść się do ukochanej krainy z dzieciństwa?”, z drugiej podąża ścieżką przetartą już przez autorów mrocznych retellingów baśni. Mimo to – sceny z Fillory są moim zdaniem jednymi z lepszych w całej książce. Czy zatem polecam „Czarodziejów”? Może inaczej: nie uważam, żeby tak książka zasługiwała na tak srogie oceny, jakim została poddana, przynajmniej u nas (bo jednak skoro ma fandom, to musiała się komuś w Stanach spodobać). Nie jest wybitna i przydałby się dobry redaktor, który zwróciłby autorowi uwagę na niekonsekwencje wynikające z dopisywania w pewnym momencie kolejnych znaczeń, które mogą zachwiać podstawami świata przedstawionego. Ale z chęcią sięgnę po tom drugi za czas jakiś. Tom trzeci jeszcze po polsku nie wyszedł, ale myślę, że wydawnictwo (Sonia Draga) zdecyduje się jednak zakończyć serię (albo znajdę go po angielsku). Przy okazji odkryłam, że w styczniu na SyFy ma zadebiutować serial nakręcony w oparciu o książki Grossmana (trailer zdradza, że co nieco zmieniono). A Wy mieliście może okazję czytać „Czarodziejów”? A książka ląduje w kategorii, no cóż, „książki o magii”.
GłównaPoczekalniaVideo TOP Generator Dodaj hopa Poprzedni Następny Każdy wie, że na początku były 42 pierogi 0 20 Kopiuj link Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Dodano przez: Tech-Shadow Komentarze Zobacz również: Karta Karta dodano przez: marcinka84 2022-07-30 0 39 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Tymczasem za oknem Tymczasem za oknem dodano przez: djmaniek12 2022-07-30 0 24 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Wystarczył jeden prosty trik, by uszczęśliwić jaszczura - Wystarczył jeden prosty trik, by uszczęśliwić jaszczura - dodano przez: 2017-09-04 42 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Idealny piątek Idealny piątek dodano przez: paurynka 2022-07-30 0 53 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Zbierz je wszystkie Zbierz je wszystkie dodano przez: ADAMS86MCE 2022-07-30 0 27 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Wiem, że nic nie wiem Wiem, że nic nie wiem dodano przez: cinas1 2022-07-30 0 44 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Smocze łuski Smocze łuski dodano przez: bykus15 2022-07-30 0 60 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Coraz gorzej Coraz gorzej dodano przez: Mazik 2022-07-30 0 55 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół Oznakowani Oznakowani dodano przez: szatan6661981 2022-07-30 0 46 Kopiuj link Komentuj Dodaj do ulubionych Dodaj do przyjaciół
na początku były 42 pierogi